Forum Bydgoskiego Stowarzyszenia Miłośników Zabytków "BUNKIER"

UWAGA: W przypadku problemów technicznych z forum lub problemów z rejestracją prosimy o kontakt pod adresem: forum@bsmz.org lub prosimy pisać w dziale "POMOC" (dział ten nie wymaga rejestracji).
Dzisiaj jest piątek, 19 sie 2022, 03:24

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
Post: sobota, 22 lis 2014, 19:12 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
^^^ Wspomniałem najbliższych, dawnych kolegów. "Równoległych" koleżanek było mniej. We wcześniejszym okresie, niektóre grały z nami w piłkę, czy wspólnie ganialiśmy w 'podchody'...

BYDZIAK 1958 pisze:
(...)
Niedawno zauważyłem, że pojawiła się tu nowa osoba, która nazwała się tak, jak miła koleżanka z ssc, która mieszkała na Naruszewicza. Chciałbym ją tym tematem zachęcić do pierwszych wpisów. Sporo wie choćby o historii swego dawnego domu, nr "3".


Udało mi się ustalić że wspomniana wyżej koleżanka, jest 'tą', o której myślałem. Obiecała, że jak znajdzie więcej czasu, to napisze co nie co o ulicy, w 'jej czasach', czyli zapewne początku lat dziewięćdziesiątych. Być może okaże się, że dawna dzieciarnia, (choć nie aż 'tak' dawna), z rejonu Bruliny, nie siedziała ciągle w domach przy Comodorkach i Amigach.

Poniżej, jakiś niedzielny, zimny, ale wiosenny poranek, chyba 1977. Ja, we fryzurze 'Gorgoń', a na mnie, rok młodszy Peja. :D


Załączniki:
wiosna 77.JPG
wiosna 77.JPG [ 92.45 KiB | Przeglądany 5814 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: sobota, 22 lis 2014, 20:47 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 18 wrz 2014, 14:31
Posty: 2
Witam wszystkich ;)

Trochę ciężko mi zacząć ten post, nie wiem nawet od czego zacząć ;) Bydziak zakładając ten temat, przywołał mnóstwo moich wspomnień z dzieciństwa. Patrząc obiektywnie na ulicę Naruszewicza...i na "mój" dom, wiem, że daleko im do ideału. Subiektywnie...to jedno z piękniejszych miejsc na Ziemi ;) Dzisiaj, dzięki Bydziakowi, nawet mnie natchnęło, żeby się tam wybrać ;)

Wspominana "Brulina" wzięła swoją nazwę od rodziny Brulińskich. Około 4 lat temu zaczęłam szukać informacji na ich temat, bo coś tam słyszałam od mamy, babci, ale ciągle czułam jakiś niedosyt. Nie znałam Brulińskich osobiście, ale sam fakt, ze mieliśmy po nich mieszkanie, jakoś nakręcał mnie do rozwiązania pewnego rodzaju zagadek ;)

Dowiedziałam się m.in., że Władysław Bruliński był wielkim patriotą i musiał przez to sporo wycierpieć. Tu przytoczyć mogę fragment z pewnego artykułu "Aresztowany przez NKWD 22 kwietnia 1941 r., przeżył ciężkie śledztwo, marsz śmierci i własną egzekucję (uratował się cudem – samodzielnie wydostał się ze zbiorowej mogiły, mimo ciężkiej rany głowy)." albo "Po kilkumiesięcznym śledztwie został skazany 13 sierpnia 1958 r. przez Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy na sześć lat więzienia."

Więcej przeczytać można tu http://www.panstwo.net/1664-wladyslaw-brulinski-i-unia-nowoczesnego-humanizmu
Wikipedia też co nieco podaje http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Bruli%C5%84ski

Jako, że był on też autorem wielu książek i wierszy, chciałabym móc przeczytać jakieś pozycje. Niestety, są one raczej niedostępne (chyba, że coś się zmieniło od moich ostatnich poszukiwań;) ). Może ktoś z Was mógłby pomóc coś wyszukać i udostępnić?! Byłabym mega wdzięczna ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: niedziela, 23 lis 2014, 05:58 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
^^^ Cieszę się, że znalazłeś czas i przyłączyłaś do forum. (Pamiętam, że interesowały Ciebie tematy, choćby 'starego kanału'. Takie i podobne znajdziesz w dziale "Szlak wodny".)

BYDZIAK 1958 pisze:
(...)

Brulina. To druga nazwa, ale innego, chyba najważniejszego miejsca dawnej ulicy. Przyznam ze wstydem, że dopiero od kilku lat wiem, skąd się ta nazwa wzięła. My, 'młodsi', po prostu powtarzaliśmy po starszych. :oops:
(...)

^^^
Wciąż mam mieszane uczucia, czy nadal używać w opisach tej nazwy. Bo w pewnym sensie pomniejsza, albo nawet ubliża przypomnianej przez kwiaty postaci Władysława B. W czasach PRL-u nie było jeszcze internetu, a w mediach o takich postaciach raczej się nie słyszało i nie czytało. Więc może będę o tym miejscu, pisał dalej "p3" (podwórko trójki).

P3, które było miejscem spotkań jak i konfliktów choćby różnych grup pokoleń lokalnej dzieciarni, było częścią obszaru trzech podwórek. 'Mojego', (G12), oraz N1 i N3. Pamiętam 'bolesny chrzest', gdy ok. może piątego, czy szóstego roku życia, po raz pierwszy przekroczyłem ścisłą granicę, (bramę), swego malutkiego podwórza i wkroczyłem na 'nowe terytorium'. Była jesień, bo pod 'orzechem', jedynym drzewem na 'drugim podwórku', leżało sporo liści. Na długich łodygach, były tylko te 'płaty' (blaszki?), znajdujące się na ich końcu, bocznych już nie było. 'Obce dzieci' zbierały je z zapałem. W ich rękach, tworzyły się spore wiązki. Chyba mi się podobał ten wygląd, bo bez słowa przyłączyłem się do nich, przyglądając się ich 'zabawie'. Po paru chwilach, gdy wydawało mi się że jestem już częścią grupy, sytuacja się nagle zmieniła.
Po kilku szeptach do siebie, ruszyli znienacka na mnie i lejąc tymi wiązkami, gdzie popadnie, pogonili za mną aż na ulicę... Byłem zawiedziony takim 'powitaniem'. Ale za kilka dni, znów odważyłem się przekroczyć granicę. I udało mi się zapoznać 'swoich oprawców', wśród których była też i mama autorki wcześniejszego wpisu. :D Była też jakaś Renia ze siostrą, które wkrótce z podwórka zniknęły. (Wyprowadziły się?)
Poniżej, 'trzy nasze podwórka'. Za krawędzią budynku po prawej stronie, rosło spore drzewo, wspomniany orzech włoski.


Załączniki:
trzy podwórka.JPG
trzy podwórka.JPG [ 65.52 KiB | Przeglądany 5773 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: niedziela, 23 lis 2014, 20:55 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 18 wrz 2014, 14:31
Posty: 2
Dla nas to podwórko nie było żadną "Bruliną" (moje pokolenie nie znało już tego określenia). Bawiliśmy się podobnie jak za czasów Bydziaka. Praktycznie codziennie wychodziło się na dwór i spotykało się kolegów i koleżanki z sąsiednich podwórek. Graliśmy w piłkę, w badmintona. Skakało się w gumę i klasy. Pamiętam jak na ścianie żółtego bloku, który stał obok, narysowaliśmy bramkę. Jako, że często bawiłam się z chłopakami, a oni uważali, że dziewczyny grać nie umieją...stawiali mnie na bramce:) Kurcze, ile razy dostałam piłką w twarz ;p moje ręce były pokaleczone od ściany, która miała strukturę baranka (ale w sumie to świadczy, że dobrze broniłam;) ). Teraz z perspektywy czasu współczuję pani, która mieszkała w tym bloku na parterze i zapewne odczuwała nasze kopanie piłką w jej ścianę ;) Z drugiej jednak strony, chyba nie było tak źle, bo pamiętam, że przyjeżdżał do niej wnuk Marek i od razu przybiegał do nas, żeby też pograć :)
Fajnie było też bawić się w chowanego i podchody. Zbierało się np. z 15 osób a kryjówek było mnóstwo:) W ogóle nam się nie nudziły te zabawy. A im byliśmy starsi...tym zapuszczaliśmy się dalej...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 24 lis 2014, 07:39 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
kwiatywewlosach pisze:
(...)
Pamiętam jak na ścianie żółtego bloku, który stał obok, narysowaliśmy bramkę. Jako, że często bawiłam się z chłopakami, a oni uważali, że dziewczyny grać nie umieją...stawiali mnie na bramce:) Kurcze, ile razy dostałam piłką w twarz (...)


^^^ Ta namalowana bramka była tam 'od zawsze'. :D Być może potem wyblakła, albo została zamalowana. Niedawno ten 'blok 5', został odnowiony i obłożony styropianem. Strzały na bramkę pewnie szybko by zniszczyły 'nową ścianę'. Ale teraz, to tam już chyba nie ma dzieciarni grającej w piłkę.
Ja też parę razy zaliczyłem 'strzał w twarz'. Swoiście ogłupiający jest krótki efekt, tuż przed nim. Widzę z daleka, że kolega zamaszyście kopną piłkę... Ale ona nigdzie, w żadną stronę nie leci i jakby wisi w miejscu... Ale jakoś dziwnie się powiększa... I nagle bach :!:
Co się stało :?:
:):)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: wtorek, 25 lis 2014, 07:05 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
"Stolarnia Jan Świetlik" - zdjęcie tego budynku znamy z tematu "Stare napisy".
Mimo, że napis jest dobrze zachowany i chyba każdy 'tubylec' go zna, dla nas to była 'kartoniarnia'. Codziennie przyjeżdżały tam różne Żuki, Lubliny, czy nawet Stary, (kiedyś wjazd był stosunkowo wąski), z dostawami plików arkuszy kartonu, czy tektury. Tam ma maszynach 'zszywaczkach'(?), pracowały głównie kobiety, które z tych kartonów robiły różnej wielkości pudełka. (Np. kartoniki do butów)
Latem, we wakacje, były tam zawsze szeroko otwarte drzwi. Wchodziliśmy nimi do środka i przyglądaliśmy się, jak te 'maszyny' pracują. Niemal zawsze, gdy podjeżdżał samochód po odbiór pudeł, z ochotą pomagaliśmy je ładować. Dla takich dziesięciolatków, to była wtedy frajda. :D Czasami jak ktoś potrzebował kartonik, to dostał go od pań bez problemu.
Drzwi na zdjęciu są wielkie, po jakiejś przebudowie. W 'naszych czasach' były one węższe, a z boku w ścianie było jeszcze jedno okno.
W kartoniarni używali również różne sznury, do wiązania większych ilości pudeł, dla łatwiejszego transportu.
Kiedyś coś było 'nie tak' ze sznurami. Za 'grube', 'za słabe'...?
Wyrzucili sporą ich ilość. Ale wtedy była zabawa! Część z nich posplataliśmy i porozwieszaliśmy w formie pajęczyny czy siatki, nad całym podwórkiem. Z innych porobiliśmy kule i pozawieszaliśmy na sieci w wielu miejscach. Samo budowanie tego, było zabawą. Wiszące kule służyły np. jak piłki, do kopania...
W poniedziałek to się skończyło. Siatka została zerwana, bo na podwórko musiały wjeżdżać samochody do kartoniarni. Ale kilku z nas zachowało na jakiś czas (sznurowe) 'kule na sznurze'. Służyły nam , jako 'paragrafy', do walk (zabawowych). Rozkręcało się to nad głową i bach w przeciwnika, który nie zdążył uskoczyć... :D


Załączniki:
Komentarz: Główne podwórko spotkań młodzieży z najbliższej okolicy. Wspomniana siatka, wisiała właśnie nad nim.
P3.JPG
P3.JPG [ 80.99 KiB | Przeglądany 5684 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 26 lis 2014, 07:29 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
Jakiś czas temu, dostałem od kwiatów.w.w zdjęcie podwórka, bez 'detali' z 'moich czasów'. Dorobiłem tam, w pewnym sensie dawny żelazny płot, z ceglanymi murkami i rozłożystą w trzy konary lipę. Między nią, a jednym z kasztanowców, była 'rura - trzepak'.
Dzieciarnia uprawiała 'różne sporty', o których wspominałem. Ja lubiłem również 'wspinaczki'. Miałem 'zaliczone' m.i. wszystkie drzewa w najbliższej okolicy. A tym najbardziej ulubionym, był kasztanowiec na podwórku, z drugiej strony 'rury'.
Potrafiłem na niego bardzo szybko, wręcz 'wbiegać'. :):)

Różne dziwne pomysły, często nieodpowiedzialne, rodzą się w głowach młodych chłopców. W pewne wakacje, gdy miałem ze 12 lat, był moment, w którym wszyscy 'rówieśnicy' rozjechali się, do innych miejsc wypoczynku. Rankiem, przyszedłem na podwórko. Leżało jeszcze trochę desek i sporych gwoździ po skrzyni, którą coś dzień wcześniej przywieziono do kartoniarni. Trochę mi się nudziło. W ramach 'porannej zaprawy', wlazłem na drzewo. Po chwili dostrzegłem, patrząc między liśćmi, że z trudnością wjeżdża na podwórko Star z naczepą. Skręcił w 'drugie podwórko' i wycofał się z niego, stając równolegle do muru kartoniarni. Przyjechał po większą ilość kartonów. Po dłuższej chwili rozmów i papierosie, panowie zabrali się za załadunek.
W tym momencie, błyskawicznie pojawił się w mojej głowie pomysł, by zabawić się w 'partyzanta'. Nie zauważony zszedłem z drzewa i unikając ich pola widzenia dotarłem do gwoździ. Miały tak po 10cm. Potem przedostałem się do kół 'wrogiego pojazdu'. Poustawiałem je pod każdym kołem, (od strony ulicy), z ich przodu i z tyłu, by obojętnie, w którą stronę ruszy, został unieszkodliwiony. Po udanej 'akcji', nie zauważony, szybko wróciłem na drzewo, kryjąc się wysoko w konarach. Czekałem na efekt. Ale będzie buuum!
Moje myślenie było tylko do tego momentu. Nie było żadnych innych wizji dalszego ciągu wydarzeń typu, przyjazd wozu technicznego z nowymi oponami, czy wezwanie milicji i szukanie sprawcy, by w końcu ukarać choćby rodziców, - ani przez moment nie było u mnie takiej myśli :!:
Czekam tak na tym drzewie i czekam... Skończyli ! Zapinają plandekę, zaraz wsiądą i odjadą... Kierowca postanowił spalić na koniec, jeszcze jednego papierosa... I tak się z nim przechadza w koło samochodu i nagle zobaczył gwoździe pod kołami! - Eeeeej !!! - zawołał do kolegi. - Zobacz no co tu mamy !!!
W tym momencie pomyślałem, że ojczyzna mi nie daruje spartolenia zadania. :shock: Obydwoje, nieźle wkurzeni, powyciągali gwoździe i zaczęli się rozglądać za sprawcą. Nikogo jednak tam nie było, kto mógł to zrobić. I dziwili się, kto, kiedy, jak...
Gdy samochód odjechał, zlazłem z drzewa, z niesmakiem, że kiepski ze mnie partyzant. :):)

Kwiaty wspominała, że 'nasze nazwy' nie były już używane przez jej pokolenie. Pisała też o zabawach z koleżankami. A jak się w jej czasach 'bawili' chłopacy?
Pewnie dużo o tym wie jej brat. Może i on coś tu o tym napisze i dołączy do forum? :za


Załączniki:
podwórko 3.JPG
podwórko 3.JPG [ 75.21 KiB | Przeglądany 5634 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 26 lis 2014, 10:02 
Offline
BSMZ Bunkier

Rejestracja: sobota, 23 kwie 2011, 19:48
Posty: 2454
Co się stało z płotem ze 'zdjęcia'?

_________________
opuszczonebydgoszcz.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 26 lis 2014, 10:48 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
^^^
Na zdjęciu, na samej górze tej strony widać, że nie ma już słupka między dawną furtką a bramą. Jeśli dobrze pamiętam, to solidnie go zahaczył i 'przestawił' jeden ze samochodów, którego celem była 'kartoniarnia'. Wkrótce po tym, został całkowicie rozebrany. Było to w drugiej połowie lat 70-tych.
Na tym zdjęciu również widać pół pochylonego słupka płotu. To inna historia. Z nie znanych powodów (zła zaprawa, mrozy?) pękła jego 'fuga' u podstawy, na wysokości murka. Gdy to odkryliśmy, to co jakiś czas próbowaliśmy swych sił, w 'rozbujaniu słupka'. Gdy już byliśmy starsi i silniejsi, to wyczuliśmy, że każdy z nas jest w stanie słupek rozbujać i przewrócić. Ale mieliśmy już świadomość, że była by to zwykła dewastacja i na dodatek to miejsce 'naszego fyrtla', którego nie należy niszczyć.
Bracia 'wilki', o których wspominałem, mieli 'swoje ścieżki' i rzadziej z nami przebywali. Ale jednego dnia, gdy staliśmy na P3, pojawił się jeden z 'braci'. Trochę z nami pogadał i potem podszedł do tego słupka, rozbujał go i wywrócił. Górna część spadła na podwórko, a reszta słupka zaklinowała się pod kątem, tak jak to widać na zdjęciu. Nie pamiętam, o czym wtedy rozmawialiśmy. W tym dniu 'rozpierała go energia' i chyba chciał zademonstrować, że niczego się nie boi... :n
W latach osiemdziesiątych, być może 'złomiarze' zajęli się resztą płotu. Więcej szczegółów, może pewnie uzupełni brat kwiatówwewłosach. :za


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 28 lis 2014, 05:55 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
To pierwsze stare zdjęcie na tej stronie, a szczególnie ta na nim latarnia gazowa, przypomina mi o różnych 'jajach', jakie robiliśmy, ( czy jak to teraz się mówi 'psikusach') Te bardziej znane, były ze 'sakiewką'. Kładło się ją na chodniku, po czym chowaliśmy się po kątach p3 i obserwowaliśmy zbliżających się przechodniów. Gdy któryś z nich schylił się po nią chcąc ją podnieść, my, szybko pociagaliśmy za zamaskowany, przywiązany do niej sznurek i ta nagle szybko spod ręki zmieszanego przechodnia uciekała. A my mieliśmy śmiech... :):)
Te zabawy można porównać do oglądania współczesnych programów 'ukryta kamera'.
Po jakimś czasie przechodnie nas 'wyczuli' i przestali się schylać. Jednak niebawem, wuj kwiatów, przyniósł pół banknotu, bodaj 50 zł. Wkleiliśmy go do sakiewki tak, aby wyglądało, że z niej wystaje...
Ale była zabawa ! Niemal wszyscy przechodnie z ochotą się po nią schylali. :):)

Każdy chyba zna z wędrówek np. po lesie, niemiłe uczucie 'zabrania twarzą', niewidocznej nici pajęczej. O tym właśnie przypomniała mi ta latarnia. Psikus polegał na tym, że między nią a płotem, przywiązywaliśmy czarną nitkę. Kibicowaliśmy jawnie, siedząc na murku i obserwując swoje ofiary. Salwy śmiechu wywoływały i proste wygibasy zaskoczonych ludzi, jak i najbardziej nieoczekiwane ich zachowania, takie jak np. wymachiwanie rękami, by strzepnąć z siebie niewidzialnego pająka... :):)

Stosowaliśmy jeszcze kilka 'odmian pajęczyny'. :D

Właściwie ciekawi mnie, czy następne pokolenie p3 podobnie się bawiło.
Kwiaty, pogoń swego brata, by sobie co nie co przypomniał. Pozdrów mamę. :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 1 gru 2014, 20:32 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
Na poprzedniej stronie wspomniałem o dwóch, rozebranych w latach 90-tych budynkach. O mniejszym z nich, którego miejsce obecnie zajmuje budynek WSG, napisałem, że był parterowy, lub jedno piętrowy. Głownie zapamiętałem, że był nie wysoki. Nie chcący dostrzegłem jego fragment, na jednym ze swoich starych slajdów. Choć miał niski parter, to i miał również piętro, a wiec był to budynek piętrowy. (Zaznaczony zielonym owalem.) Widać również szczyt, drugiego, 'wysokiego' domu, oznaczony czerwonym owalem. :D


Załączniki:
domy N.JPG
domy N.JPG [ 24.81 KiB | Przeglądany 5371 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: wtorek, 16 gru 2014, 18:46 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
Kwiaty chyba zapomniała, że ma w swoich zbiorach ciekawe zdjęcie. I ja, dzięki niej, je mam. :D
Pokazuje ono fragment jej podwórka. Nie ma na nim już słupka, oddzielającego furtkę i bramę. Widoczna jest spora część, omawianej wcześniej działki z altanką, po drugiej stronie ulicy.
Na moje oko, zdjęcie zostało zrobione w latach siedemdziesiątych XXw.


Załączniki:
Naruszewicza  Kww.JPG
Naruszewicza Kww.JPG [ 49.05 KiB | Przeglądany 5297 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 26 gru 2014, 06:49 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
Trochę za długo zatrzymałem się na 'p3'. (Pewnie jeszcze wrócę do wspomnień) Czas iść dalej ulicą, w kierunku południowym. Tam, do jej końca, jej zachodnią ścianą są dwie kamienice. Za 'p3', solidny budynek z nr 1 i wschodnie skrzydło narożnej kamienicy Garbary 12.


Załączniki:
N do G.JPG
N do G.JPG [ 106.79 KiB | Przeglądany 5248 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: niedziela, 9 gru 2018, 07:34 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
Nie dawno na FB pojawił się ciekawy wpis o ul Garbary. Autor opisywał swoje dawne młode lata. (Ucieszył się, gdy zaproponowałem mu wstawienie jego wspomnień do tematu ulicy na naszym forum i oczywiście to zrobiłem)

Na FB pojawiła się kolejna perełka. Tym razem barwny opis dotyczy rejonu ul. Naruszewicza. Pan Andrzej Andre Andrzejewski, opowiedział o czasach wcześniejszych niż te, które ja wspominałem. Napisałem mu o temacie ulicy znajdującym się tu, na Bunkrze. Przeczytał i odpisał : " (...) ... jestem po ogromnym wrażeniem. Nie myślałem bowiem, że jest Ktoś, kto poświęci aż tyle uwagi tej niepozornej uliczce. Doskonały opis, wspaniałe zdjęcia, jednym słowem - kapitalne! Dzięki za jeszcze jedną porcję wspomnień."
A oto cały tekst wspomnień Pana Andrzeja, które opisał na FB:

"(...) Ulica, która wprawdzie nadal figuruje na planie miasta, lecz jest już zupełnie nie ta sama. Ta z moich czasów bardziej przypominała brukowany kocimi łbami, prawie niezauważalny podły zaułek niż wielkomiejską arterię. Niemniej nadal przywołuje tyle niezwykłych wspomnień i budzi tyle sentymentu, że aż łza kręci się w oku.
Otóż nostalgię za „starym podwórkiem” wywołuje być może to, że od dawna nie mieszkam nawet w pobliżu - bo wiele lat temu, szukając „wielkiego świata” los rzucił mnie do smaganej wiatrem, portowej Gdyni - ale miłość do ukochanej Bydgoszczy pozostała.
Całe dzieciństwo oraz wczesną młodość w latach 1950-60, spędziłem wraz z rodzicami, młodszą siostrą i jeszcze młodszym bratem, w domu dziadków w narożnej kamienicy między ulicami: Królowej Jadwigi a Gabary. Ulice, jak wszystkie ongiś w Bydgoszczy, szare, zadymione, pokryte sadzą z niezliczonych kominów, poza efektownymi elewacjami równie szarych kamienic, nie miały w sobie nic interesującego, lecz w sąsiedztwie, niczym niedostępna twierdza „dominowała” uliczka Naruszewicza. Wąska, wyłożona bezładnie narzuconym brukiem, z dwoma gazowymi latarniami i jednym koślawym chodnikiem, zaczynała się wis a wis starej kuźni przy ul Garbary, a kończyła za zakrętem obok domu Sulimy Kamińskiego przy Król. Jadwigi. Nie imponowała długością lecz dzięki swojej szczególnej „urodzie”, również nie zachęcała do wejścia, nawet najbardziej odważnego z przechodniów. Do tego świadomość; kto na niej rządzi, skłaniała do odwiedzin jedynie… dzielnicowego. Wszak któż, albo po cóż chciałby wchodzić w ulicę, którą - idąc od nieistniejącej już kuźni, po prawej stronie musiał minąć parterowy, kryty czerwoną dachówką dom Rycha-„Guzika”. Z lewej, naprzeciw, brylowała efektowna, chociaż sypiąca się, kamienica Krzycha-„Kubasa” a jeszcze dalej, zdobna czynszówka Wojtasa-„Kamasza”. (Wymienieni, to nie właściciele posesji, a rezydenci, którzy, oprócz nauki w niedalekiej podstawówce, dbali o „porządek” w fyrtlu.) Po środku, za ścianą „szałerków” rozciągały się ogrody - czyli przydomowe warzywne zagoniki z wysokim murem garbarni w tle. Dopiero kawałek dalej, otoczona żywopłotem, pełna ornamentów stylowa willa była jedynym urozmaiceniem ulicy.
Po przeciwnej stronie - poza niedawno wybudowanym budynkiem uczelni - w zasadzie niewiele się zmieniło do dzisiaj.
Lecz wtedy, wszystko to stanowiło zwarty, zamknięty rewir, do którego mieli prawo wstępu tylko nieliczni spoza miejscowej ferajny. – Naturalnie żadnych szans nie mieli chłopaki z Koziego Rynku ani z ulicy Łokietka.
Byłem wyjątkiem - może dla tego że z „Królówki”? A może, że… od starego Andrzejewskiego? - w każdym razie przyjęto mnie bez zastrzeżeń. Mało, niebawem obwołano - Wodzem. Jednak hersztowanie rozwydrzonej bandzie nie spełniało moich wybujałych ambicji przywódcy, postanowiłem więc stworzyć, najpierw indiański szczep Delewarów, a niedługo potem… własne, niezależne księstwo – Księstwo Naruszewicza. Wprawdzie niewielu wiedziało kim był Naruszewicz, ale księstwo powstało. Oczywiście z własną flagą, godłem – tylko hymn był w stanie ciągłego sporu. Jako miejsce zebrań Rady Starszych – czyli tych, którzy skończyli podstawówkę – służyło obszerne podwórko na zapleczu ówczesnej fabryki kartonów. Oddzielone od ulicy kutym parkanem, z trzema rozłożystymi kasztanowcami, trzepakiem i piaskownicą, było jednocześnie: ogródkiem zabaw, placem turniejowym oraz głównym Areopagiem miejscowej „społeczności”, czyli dla chłopaków w wieku 12 - 16 lat (dziewczyn jakoś nie było). Tu, oprócz ważnych narad, rozgrywały się bitwy, turnieje, jak również rozgrywki sportowe, gdzie głównymi dyscyplinami były: gra w klipę, wyścigi fajerek, no i oczywiście pikuty – finezyjne wbijanie scyzoryka w piasek. W rozgrywkach rej wodzili: Henek -„Domas”, Romuch -„Góra”, Jachu -„Kwapa”, Wiechu Delert, Włodas -„Kruszyna”, ale najlepiej sobie radził Rychu Krzoska. Na nich też zawsze mogłem liczyć, zwłaszcza gdy wkraczaliśmy na ścieżkę wojenną z hałastrą z ulicy Jackowskiego.
Oczywiście jako szanujące się księstwo, mieliśmy również zapędy i m p e r i a l n e. Chodziło głównie o „zamorską” wyspę. U wylotu ulicy Naruszewicza w stronę Brdy, parę metrów od brzegu wystawała z wody niewielka, zakrzaczona wysepka – dzisiaj w pełni zagospodarowany uczelniany półwysep. Oczywiście największe zakusy mieli na nią chłopaki z Łokietka, zatem trzeba było kilku zażartych bitew, zanim wzięliśmy wyspę w całkowite posiadanie.- Do niczego nie przydatna, ale była naszą dumną kolonią.
Mimo licznych zastrzeżeń co do działalności księstwa – przede wszystkim obcych uczuciowo dorosłych – w zasadzie nie byliśmy groźni dla nikogo. Nasze wykroczenia polegały: na własnym regulowaniu czasu świecenia latarń, grze w piłkę na środku ulicy pod oknami domów, ewentualnie jeździe na zderzaku przejeżdżającego samochodu. Mimo to dzielnicowy - ważniacki sierżant z posterunku na Dworcowej - miał nas stale na oku. Zjawiał się nagle nie wiadomo skąd, i zawsze znajdował powód do brutalnej interwencji. Na nic zdawały się nasze wstawiennictwa, gdy przyłapanego złoczyńcę zamiast sprać służbową pałą po tyłku, bestialsko za kołnierz prowadził do ojca – a to przecież zakrawało na nieludzkie traktowanie obywatela, …w dodatku „suwerennego państwa”.
Niezależnie od szykan oraz przeciwności losu, byliśmy do końca zgraną paczką, zawsze gotowi na pomoc w trudnych chwilach. Kierowani własnym kodeksem zawsze mogliśmy na siebie liczyć.
Niestety, czas robił swoje. Wiara dorastała, przy tym wszystko co szlachetnie-wzniosłe, przestawało być ważne. Powoli nas ubywało, a po paru latach… ulica stała się pusta. O Księstwie Naruszewicza pozostały tylko nikłe wspomnienia.
Teraz, ile razy przyjeżdżam w odwiedziny, droga z dworca niezmiennie prowadzi ulicą „której niema”.
- Natomiast Bydgoszcz zapewne do teraz nie ma świadomości, że ongiś, przed laty, w jej murach usadowiło się KSIĘSTWO.
Ul. Naruszewicza. Kiedyś ciasna, zapomniana uliczka - teraz... się "r o z p ł y n ę ł a"

Po przeczytaniu tych wspomnień, opisałem Panu Andrzejowi kilka swoich, dotyczących np. wymienionych tam osób... Odpisał na to:

"Słowa otuchy! - znaczy że jest ciągłość pokoleń. Lecz podejrzewam, że o istnieniu "księstwa" nikt już nie pamięta. Zatem pozdrawiam zarówno "podwładnych" :), jak i wszystkich obecnych mieszkańców ul. Naruszewicza. A przede wszystkim Pana"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 25 mar 2022, 07:33 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6638
W 2014 roku zrobiłem zdjęcie, do złożenia zestawu z jednym ze zdjęć Pawła, które są pokazane na poprzedniej stronie. Powstał wtedy 'nowy zestaw' ale o nim zapomniałem. (Nawet nie wiem, czy go tu gdzieś wstawiłem, bo w komputerze on jest). Tak czy siak, zapomniałem o nim. W czasie moich 'spacerowych sesji', fotografuję, często kilka miejsc, do nowych zestawów. W grudniu jednym z nich była ul Naruszewicza. (W tamtym czasie, zrobiłem również inne zestawy i to je potem tu wstawiałem). No i teraz zerknąłem do zdjęć z grudnia...
Okazało się, że zniknął 'nowy budynek', ten z lewej strony, który stał tam osiem lat temu! Nawet nie wiem co w nim było. Miał krótkie życie. Teraz budują tam coś nowego...


Załączniki:
N budynek B.jpg
N budynek B.jpg [ 188.71 KiB | Przeglądany 463 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
       
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group